Skip to content

Dear deer





Trudno wyobrazić sobie jesień, czy zimę w Polsce bez porządnej czapki. Najlepiej ciepłej, miękkiej, zrobionej ręcznie. Gdy babcie, ciocie i mamy odmawiają współpracy, a nasz brak cierpliwości jest przeszkodą „nie do przejścia” pozostaje jedno wyjście – czapki Deer Dear. Zapraszamy na krótką rozmowę z właścicielką marki – Judytą.
Skąd u Ciebie zamiłowanie do robienia na drutach? To pasja, która towarzyszyła Ci przez lata, czy odkryłaś ją niedawno?
Robienia na drutach nauczyłam się już za dziecka, ale dopiero 3 lata temu zrobiłam z tego coś „wielkiego”. Początkowo nie był to pomysł na zarobek. Pierwszą czapkę zrobiłam dla siebie, a po kilku dniach doszłam do wniosku, że fajnie byłoby takie sprzedawać. A chyba nie ma nic lepszego, niż praca, którą się lubi. 
Produkty robione ręcznie niosą ze sobą pewną niezwykłą wartość. Czym dla Ciebie jest tradycyjne rzemiosło?
Od zawsze doceniałam ręcznie robione rzeczy, ludzi, którzy się tym zajmują. Wszystko, co ręcznie robione ma w sobie coś wyjątkowego, wiesz, że ktoś poświęcił temu swój czas, energię, a nieraz i nerwy, bo coś trzeba zrobić od nowa.  
Dziewiarstwo wpisuje się w coraz większy ruch slow fashion. Czy Ty, jako projektantka, „zwalniasz” w swoim codziennym życiu?
Slow fashion? Kiedyś to „zjawisko” było mi całkiem obce, dopiero pół roku temu poczułam, że ogrom ubrań, butów i innych pierdołek mi przeszkadza. Tym bardziej, że ubieram się głównie w second handach, więc można kupić stos fajnych rzeczy. Ale niedawno zawartość mojej szafy zmniejszyła się o jakieś 80 % i to cieszy i jakoś uspokaja. Nie kupuję już niczego pod wpływem chwili, wszystko dobieram bardziej przemyślanie – przede wszystkim ważna jakość.  

Robienie na drutach to zajęcie wymagające dużej cierpliwości, ale dające też pole do rozmyślań, pewnej medytacji. O czym najczęściej myślisz, wykonując swoje czapki?
 Robienie na drutach faktycznie wymaga dużo cierpliwości, nieraz po zrobieniu czapki zauważę, że przeoczyłam jedno oczko i trzeba czapkę spruć i zrobić od nowa, czasem zrobię za dużą, czasem za małą. I znów trzeba pruć i pruć i pruć. Czapki mało kiedy robię w ciszy i pełnym skupieniu, przeważnie włączam na ten czas jakiś fajny film, więc nie myślę wtedy o niczym innym. Myśli zaprzątają mi głowę przez cały dzień, więc kiedy zabieram się do robienia czapki, traktuję to jak odpoczynek.

Sądzisz, że polskie społeczeństwo nosi się świadomie?
Ciężkie to pytanie, bo mówiąc, że Polacy nie noszą się świadomie – uraziłabym tych, którzy doskonale wiedzą, co i gdzie kupić, co ubrać, co do czego dopasować. Myślę, że świadomość jest coraz większa, ale nie każdy może sobie pozwolić na zakup ręcznie robionych rzeczy.
Muszę przyznać, że bardzo cieszy mnie ten moment, kiedy widzę, że stałe klientki wracają po kolejne czapki, którymi obdarowują najbliższe osoby. 
Rabat jest ważny do końca roku 2015

Be First to Comment

Dodaj komentarz